Zioła a zdrowie

Szanowni Państwo!

Z uwagi na to, że od tego roku w Kobylej Górze włączyłem do codziennego jadłospisu cały szereg ziół, przypraw ziołowych wspomagających żywienie niskowęglowodanowe, których sam używam co dziennie ,a także wychodząc naprzeciw oczekiwaniu tych, którzy już stosują zalecane przeze mnie zioła, a także i tych którzy takie lub podobne zioła stosować zechcą, oraz z powodu życzliwego przyjęcia ich przez uczestników turnusów, postanowiłem napisać cykl artykułów poświęconych ziołolecznictwu.

Ech, łza się w oku kręci, dziś mnie lekarzowi na wspomnienie młodzieńczych lat, kiedy jako licealista, z receptą zapisaną tajemniczymi hieroglifami z "szeregiem liczb obok nich" wkroczyłem po raz pierwszy w życiu do apteki. Tajemniczej świątyni, która przywitała mnie dzwonkiem we drzwiach i mieszaniną różnych wonności. Nie zdążyłem jeszcze ochłonąć z wrażenia, kiedy zaraz pojawił się on - tajemniczy mąż - chemik - alchemik mgr farmacji z grubymi szkłami okularów na nosie i który nie mając lewej dłoni, kikutem przedramienia przytrzymywał porcelanowe naczynie apteczne zawzięcie coś w nim mieszając. Kiedy położyłem mu na blat receptę na lek złożony do stosowania zewnętrznego ( już wtedy albo inaczej zwłaszcza wtedy - dbało się o cerę, którą bezlitośnie niszczył młodzieńczy wir hormonalny), zaczął się w nią wpatrywać z wielka uwagą i skupieniem - widać było wyraźnie to natężenie umysłu - po czym odłożywszy owe naczynie z wykonywana miksturą - jak Sherlock Holmes sięgnął po dużą lupę, która niezwłocznie skierował na receptę. Zapadła zagadkowa niczym nie zmącona cisza. Po chwili głęboko westchnął - nie potrafię odczytać co tu pan doktor napisał. Idź do niego niech poprawi. Panu doktorowi wyraźnie popsułem humor, ponieważ jak większość lekarzy uważał, że pisze bardzo czytelnie. Po powrocie receptę zrealizowałem bez trudu. ( Dziś wspominając tamto wydarzenie staram się zawsze recepty pisać starannie).

Nie całkiem to takie odległe czasy a ile się zmieniło w tym okresie. Dziś apteka w żadnym przypadku nie przypomina już owej " tajemniczej świątyni", bo swoim wyglądem upodobniła się do zwykłego sklepu. Poznikały z półek dawne wyposażenia apteczne a i sam mistrz mgr farmacji zmienił swój wygląd - niechętnie realizuje recepty złożone - tak skuteczne kiedyś w leczeniu chorych- mówiąc najczęściej, że brakuje mu składnika, a tak naprawdę chodzi tylko o to, że cena składników recepturowych i czasochłonność ich wykonywania nie jest zachętą do ich realizacji. W ten właśnie sposób poprzedni mistrz farmaceuta przestał być owym chemikiem - alchemikiem a i lekarzowi wytrącono z rąk owa sztukę kreowania różnego rodzaju sprawdzonych zestawów recepturowych, włączając go tym sposobem w całą gromadę braci lekarskiej - przepisywaczy gotowych leków, często na sugestię przedstawicieli różnych firm przemysłu farmaceutycznego. Nie musze tu nikogo przekonywać, że przynosi to określone negatywne skutki zdrowotne i finansowe.

Przed wielu laty będąc w USA byłem zdumiony, widząc że prawie 2/3 lekarstw, które w Polsce przepisywałem na recepty jest tam dostępne dla ogółu ludności bez udziału lekarza. Dziś ta amerykanizacja dotarła już do Polski. Niestety wraz z nią nie podążyła świadomość niebezpieczeństw dla zdrowia, którą powinien posiadać każdy, który bezkrytycznie sięga po jakikolwiek lek będący w zasięgu reki już przez 24 godziny.

Leki roślinne prawie zupełnie zostały wyparte przez leki chemiczne syntetyczne i to przez takie substancje, których wcześniej nie było na naszej planecie.

Z tych przyczyn Polska stała się krajem lekomanów: 35% polaków regularnie przyjmuje po pięć lekarstw dziennie szczodrze przepisywanych przez lekarzy ( a więc silnie działających ). Co czwarty lek kupuje się bez recepty i często na zapas. Mamy trzecie miejsce ( a wszystko wskazuje , że wskoczymy na drugie ) po Amerykanach i Francuzach w spożyciu lekarstw przeciwbólowych. 20 % Polaków stale sięga po preparaty witaminowe i wzmacniające ( wzmacniające co? ) a więc sztucznie wytworzone. Łykamy więc te chemiczne świństwa na wszelki wypadek. Padamy ofiarą agresywnego marketingu i samotności. Apogeum lekobrania przypada głównie na listopad - grudzień. Wydatki na leki rosną w Polsce 7-8 % rocznie. Odpowiednie preparaty na bezsenność( które nie dają snu fizjologicznego ) dla pokwitających dziewcząt, dla aktywnych umysłowo - a może wkrótce pojawi się specjalny preparat witaminowy dla leworęcznych, których przybywa na całym świecie - w Polsce też.

Nie ma pacjenta u którego lista niedoborów byłaby zgodna ze składem takich preparatów ( badanie włosa )

" A pill for ewery ill - tabletka na każdą chorobę - ta amerykańska zasada już się u nas zadomowiła. Reklama wytwarza u odbiorcy odruch: Coś ci jest? -weź tabletkę. Nic ci nie jest? - weź tabletkę zapobiegawczo. Sport ( ruch), zmiana diety, czy zdrowy styl życia - to jest za trudne dla mnie, bo to wymaga wyrzeczeń i wysiłku. Nie mam na to czasu. Tabletka jest łatwa. Załatwi wszystko. Czy naprawdę wszystko?

Nasi kuracjusze przyjeżdżający do Kobylej Góry nierzadko przywożą ze sobą całą torbę leków nieraz nawet dwadzieścia różnego rodzaju, które systematycznie przyjmują. W ubiegłym roku przebywający u nas na turnusie lekarz czeski, z którym omawiałem problem lekomanii w Polsce powiedział mi, że, pracując kiedyś jako kontroler ( z urzędu) recept przepisywanych przez czeskich lekarzy natknął się pacjentkę, która przyjmowała 38 różnego rodzaju leków lekarstw na dobę. Czyż nie budzi to zgrozy? Fakt ten i inne wyżej opisywane należą wyłącznie do znaków czasu, które nas dotykają.

c.d.n.

lekarz medycyny

Jan Wróbel

Centrum Diagnostyczno
Lecznicze - Polania