Po ostatnio opublikowanej w "Życiu Kalisza" rozmowie z dr. Janem Wróblem, na temat leczenia cukrzycy, wielu kaliszan przeszło na tłustą dietę.

- Niektórzy już po pierwszym dniu stosowania tej diety zredukowali podawanie insuliny o 50 proc.

  • twierdzi dr Jan Wróbel

Astma oskrzelowa, nesurastenia, jaskra, migrena, gościec, miażdżyca, nadciśnienie, żylaki, nadkwasota, otyłość. Te i dziesiątki innych groźnych chorób można wyleczyć prądami selektywnymi

(Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne w Warszawie - 1994)

Gdy dociekliwy pacjent zapyta lekarza, co spowodowało jego chorobę, najczęściej usłyszy: - Przyczyna nieznana. Oczywiście w ostrych przypadkach trzeba lekarzowi przyznać rację, bo w trakcie pożaru raczej się gasi niż dywaguje o przyczynach. Jednak po ugaszeniu warto poz-nać źródło ognia, by uniknąć powtórki. Niestety, po "zagaszeniu" ostrych dolegliwości często pacjent nadal słyszy to samo: -Przyczyna nieznana. Choć bardziej prawidłowa odpowiedź lekarza winna brzmieć: - Ja nie znam przyczyny. W rezultacie dla wielu chorych zaczyna się "przewlekłe" leczenie skutków choroby, zwane leczeniem objawowym.

Znany Czytelnikom "Życia Kalisza" Jan Wróbel, lekarz, który swoim pacjentom serwuje tłustą dietę, twierdzi, że przyczyną wielu chorób są zaburzenia równowagi układu nerwowego, a dokładniej - wegetatywnego.

Układ wegetatywny jest odpowiedzialny za całość funkcji organizmu. Gdy śpimy, czuwa, byśmy nie spadli z łóżka, gdy zmarzniemy, "podpowiada", byśmy się przykryli, "każe" się nam odwrócić na drugi bok, by nie nabawić się odleżyn. Czuwa nad odpowiednim ciśnieniem, temperaturą i ilością hormonów, daje sygnał do opróżnienia pęcherza.

Układ wegetatywny składa się z dwóch części układu sympatycznego i parasympatycznego. Jeżeli jedna część coś zwęża, druga to coś rozszerza.

Jeśli obie części układu są w równowadze, wówczas człowiek cieszy się pełnią zdrowia i nigdy nie choruje.

Jeśli któraś część układu wegetatywnego zyskuje przewagę, dochodzi do choroby.

Gdy przeważa miejscowo układ, który zwęża, np. w oku, wówczas mamy jaskrę, jeśli przeważa gdzie indziej - mamy miażdżycę, itd.

Oczywiście należałoby pójść krok dalej i zapytać o przyczynę wyższego rzędu: Co powoduje, że układ wegetatywny traci równowagę?

W jednym z wywiadów, jakich udzielił "Życiu Kalisza" energoterapeuta Krzysztof Pawlak, stwierdził on, że przyczyną wszystkich chorób jest albo złe jedzenie, albo złe myślenie.

Jan Wróbel twierdzi, że podstawową przyczyną zaburzeń w układzie wegetatywnym jest zła dieta, np. wegetariańska, i jest gorącym zwolennikiem tłustej diety dra Jana Kwaśniewskiego.

Zatrzymując się jednak na poziomie układu wegetatywnego, łatwo stwierdzić, że wyleczenie będzie skuteczne, jeśli lekarzowi uda się przywrócić równowagę obu jego części: układu sympatycznego i parasympatycznego. Medycyna akademicka najczęściej w takich przypadkach stosuje leki farmakologiczne, które nie usuwają przyczyny chorób.

Na przykład przy astmie oskrzelowej, kiedy przyczyną jest przewaga układu parasympatycznego, lekarze podają hormony sterydowe, blokujące ten układ.

W chorobach naczyń tętniczych, kiedy występuje miejscowe zwężenie tętnic, podaje się leki powodujące ich rozszerzenie. Problem jednak w tym, że lek - działając na cały organizm - rozszerza głównie tętnice zdrowe. Powoduje to dodatkowe niedokrwienie w chorych tkankach.

Zupełnie inaczej do leczenia podszedł znany odkrywca tłustej diety, dr Jan Kwaśniewski. Już w latach 60., opierając się na "Kwantowej teorii życia" księdza prof. Włodzimierza Sedlaka, zamiast pigułek czy zastrzyków zastosował delikatny prąd elektryczny o natężeniu do 6,2 mA. Pobudza on słabszą część układu wegetatywnego. Leczenie tą metodą doktor nazwał prądami selektywnymi, gdyż w odróżnieniu od leków farmakologicznych, prądy można podawać nie na cały organizm, lecz w wybrane miejsca - wyłącznie na chore narządy.

Po serii takich zabiegów (ok. 10) ich efekty utrzymują się od kilku miesięcy do 30 lat. Nawet wtedy, gdy pacjent nie stosuje diety optymalnej.

Prądów selektywnych nie można przedawkować. Gdyby do tego doszło, stosuje się zabieg o prądzie przeciwnym. Nie ma skutków ubocznych, a rezultat leczniczy jest widoczny u każdego chorego.

Jest jeszcze jedna istotna różnica pomiędzy farmakologią a prądami selektywnymi - skuteczność. Np. wpływ środków farmakologicznych na naczynia tętnicze może zwiększyć przepływ krwi maksimum o 100 proc., a pobudzenie nerwów prądami selektywnymi tej samej tkanki następuje aż o 500 proc.

Zasady leczenia prądami selektywnymi znane są od 30 lat. W samej tylko Polsce pracuje ok. 1000 takich urządzeń. Dlaczego zatem metoda ta nie jest tak powszechna, jak leki farmakologiczne?

- Odpowiedź jest prosta. Nie było dotąd zainteresowania tą metodą ze strony lekarzy. Od ponad 30 lat starałem się nauczyć lekarzy stosowania prądów selektywnych. Pukałem do wielu drzwi, ale niestety przestałem. Nikomu nie chciało się uczyć innych metod leczenia niż stosowane obecnie. Zabiegi prądami stosowali jako coś marginalnego, co nie może przynieść znaczącej poprawy stanu zdrowia. Na studiach medycznych nie uczono fizjoterapii, pozostawiając ją rozmaitym policealnym szkołom medycznym, a tych lekarze raczej nie kończyli. Wydane przez Ministerstwo Zdrowia zalecenie, by aparat do prądów selektywnych był standardowym wyposażeniem zakładów i gabinetów fizykoterapii - przez wiele lat było nierealne. Nie pomogła opinia wyleczonych z różnych chorób pacjentów - twierdzi Jan Kwaśniewski.

Dzisiaj nie jest to już metoda marginalna. Liczne kliniki, działające pod nazwą "Arkadia", zakładane w Polsce i za granicą (Francja, Niemcy, Austria, Czechy, Słowacja, USA, Kanada i wiele innych) pozwoliły rozpropagować prądy selektywne.

Arkadiusz WOŹNIAK