Sposób na "kwaśny humor"

Wywiad z dr n. biochemicznych Włodzimierzem Ponomarenko, naukowcem, animatorem badań z lat 70-tych nad dietą optymalną, swatem doktora Jana Kwaśniewskiego

Żurek Janusz: Panie Doktorze, proszę o krótkie przedstawienie się czytelnikom "Optymalnika".

Dr Ponomarenko: Przez 30 lat pracowałem na Akademii Medycznej, przez ostatnie 25 lat byłem adiunktem. Obecnie współpracuję z amerykańską firmą produkującą preparaty aminokwasowe - zresztą całe życie się tym tematem zajmowałem. Z uczelnią mam dalej kontakt, ale już dosyć "luźny".

ŻJ: Kiedy Pan Doktor zetknął się z Żywieniem Optymalnym doktora Kwaśniewskiego?

P: Z Dietą Kwaśniewskiego - bo tak się to wtedy jeszcze nazywało - zapoznałem się w 1977 roku. Pracowałem wtedy w Katedrze Higieny Żywienia Człowieka. Byłem kierownikiem Pracowni Fizjologii i Biochemii Żywienia. Od momentu, gdy w mojej pracowni pojawił się doktor Kwaśniewski, zacząłem być gorącym orędownikiem jego diety. Była to pierwsza dieta, która "pasowała" do tego, co wiedziałem o biochemii. Byłem nawet trochę rozgoryczony, że sam tego nie wymyśliłem, bo było to takie proste i oczywiste. Można sparafrazować, że rozwiązanie "leżało na ulicy".

ŻJ: Wpadnę w słowo i zapytam, od jak dawna Pan Doktor stosuje dietę optymalną?

P: Zacząłem stosować w 1977 roku. Potem miałem sporo przerw, dlatego że jestem człowiekiem towarzyskim i na różnych imprezach jadałem to, co mi dawano.

ŻJ: Jeden grzech to nie grzech!

P: Tych grzechów było sporo. Przekarmiałem się przede wszystkim białkiem, ale zawsze starałem się ograniczać węglowodany. Ponieważ byłem (i jestem) zdrowy, to nie odczuwałem potrzeby ścisłego stosowania diety. Mam nadwagę. Ostatnio, od pewnego czasu, zacząłem stosować żywienie optymalne ściśle i widzę, że chudnę.

ŻJ: Miałem zadać to pytanie później, ale skoro już zeszliśmy na problemy tuszy - porozmawiajmy o odchudzaniu. Jest to temat interesujący wielu Polaków, w tym także żywiących się optymalnie. W Polsce zaczynamy mieć podobne problemy z nadwagą i otyłością jak w krajach tzw. lepiej od nas rozwiniętych, nie mówiąc już o USA. Osobiście po wielu nieudanych próbach zrzucenia nadwagi doszedłem do wniosku, a utwierdził mnie w tym artykuł pani doktor Płoweckiej w majowym "Optymalniku", że aby schudnąć, trzeba w moim przypadku (i zapewne wielu innych osób mających tego typu problemy) zastosować dietę w połączeniu z ograniczeniem ilości spożywanych składników pokarmowych. Doktor Płowecka nazywa taką dietę Optymalną Dietą Redukującą.

P: Czytałem ten artykuł i z wieloma rzeczami w nim napisanymi się zgadzam, zwłaszcza jeśli chodzi o ruch. Dawniej, kiedy robotnicy pracowali fizycznie, nie widziało się tłustego robotnika, nie było tłustych chłopów. To nie tylko sprawa diety. Robotnicy czy chłopi mogli jeść to samo co urzędnicy, a jednak urzędnicy mieli nadwagę, a tamci nie. Wynika z tego, że człowiekowi jest potrzebne minimum ruchu, poniżej którego trudno schudnąć, bo trzeba by było nic nie jeść. Trzeba to rozsądnie wypośrodkować i wziąć pod uwagę, że różnimy się temperamentami (wg Hipokratesa - pochodnymi "humorów": sangwinik, flegmatyk, choleryk, melancholik). Także psychika jest różna u różnych ludzi, mimo stosowania przez nich podobnego żywienia. Dam taki przykład: z doktorem Kwaśniewskim byłem miesiąc na działce, żywiliśmy się podobnie. On lubił zbierać maliny, jeżyny, a ja nie. On uważał, że to go odpręża, a mnie przeciwnie - szlag trafiał, i to na najlepszej diecie! Dlatego myślę, że powinniśmy indywidualnie podchodzić do każdego. Jeśli część osób stosuje dietę ortodoksyjnie, ale nie ma efektów, to oznacza, że ich organizm wymaga nieco innych proporcji. Nieraz pomaga własne odczucie, własny smak na potrawy. Ktoś, kto żywi się optymalnie przez dłuższy czas, sam może dobrać sobie właściwe proporcje, nie według wagi, nie mierząc bez przerwy i licząc dokładnie wszystkiego, tylko kierując się samopoczuciem. Opowiadał mi doktor Kwaśniewski, jak przychodziły do niego po poradę małżeństwa, w których żona bardzo ortodoksyjnie przestrzegała diety optymalnej, a mąż wręcz przeciwnie - traktował ją na luzie - mąż był zdrowy, a żona chora. Musimy to badać. Na tym polega rozwój Diety Optymalnej. Wydaje mi się, że dużo do powiedzenia i do zrobienia będą mieli praktycy, bo my, naukowcy, w teorii nic nie wymyślimy. Teoria w biochemii jest jedna dla wszystkich.

ŻJ: Obserwując kolejne publikacje doktora Kwaśniewskiego, a zwłaszcza jego wypowiedzi na czacie czy w odpowiedziach na listy, zauważam drobne korekty diety. Zwiększenie ilości węglowodanów w stosunku do najwcześniejszych publikacji, zwracanie uwagi na możliwe zakwaszenie organizmu, indeksy glikemiczne. Przynajmniej nie było to wcześniej wyraźnie sygnalizowane w publikacjach doktora. U niektórych optymalnych ortodoksyjnie podchodzących do diety takie korekty wzbudzają pewien niepokój, zwłaszcza jeśli są uwypuklane przez innych lekarzy.

P: W ruchu optymalnych najpierw było tak, że według zaleceń doktora Kwaśniewskiego były pewne stałe proporcje. Doktor Kwaśniewski dał zarys. Później zaczęły się modyfikacje, w zależności od choroby, od stanu organizmu, od rodzaju pracy. Podczas gdy doktor Kwaśniewski początkowo niechętnie przyjmował indeksy glikemiczne (kiedy doktor Wróbel z nimi wystąpił), ja już byłem zwolennikiem ich uwzględniania, bo chociaż w żywieniu optymalnym je się mało węglowodanów, to nie można wskaźników glikemicznych całkowicie lekceważyć. Zanim poznałem doktora Kwaśniewskiego, sam badałem takie wskaźniki, szukałem naturalnych substancji antymiażdżycowych, które są w produktach. Pokrywały mi się one właśnie ze wskaźnikami glikemicznymi. Jestem zdania, że należy próbować pogodzić ortodoksyjne zasady diety z czymś, co możemy wprowadzić jako rzeczy nowe. Chcę przypomnieć, że w zeszłym roku w Rzeszowie mówiłem o kwasowych i zasadowych własnościach produktów i doktor Kwaśniewski to przyjął. Wcześniej rzeczywiście nie zwracał na to uwagi. On w Ciechocinku nie miał takich problemów. Tam jest Sól Ciechocińska, która ma sporo "zasadowych" pierwiastków, nie ma problemu niedoboru jodu, który może wystąpić na Podkarpaciu - myślę, że z tego powodu był niewrażliwy na pewne różnice.

Zasadowość to przede wszystkim dostarczanie sodu, potasu, magnezu i wapnia. Zasadowość zatem to konkretne metale, stanowiące makro- czy mikroelementy, które trzeba dostarczać w pożywieniu. Ostatnio dużo o tym mówię, bo ten problem męczy mnie już od pewnego czasu. Zauważyłem, podobnie jak inni, objawy, które według mnie niesłusznie nazywa się "przebiałczeniem". Doktor Krupka na łamach "Optymalnika" zwracał uwagę, że może to być związane z zakwaszeniem organizmu. Również moim zdaniem objawy tzw. "przebiałczenia" są przekwaszeniem. W nauce nie ma pojęcia "przebiałczenie". Nie spotkałem tego terminu ani w fizjologii żywienia, ani w biochemii, ani nigdzie indziej.

ŻJ: Terminu tego nie ma również w książkach doktora Kwaśniewskiego. Przypuszczam, że być może któryś z doradców żywienia optymalnego nazwał w ten sposób pewne niekorzystne zjawiska u optymalnych, jakie zaobserwował w swojej praktyce doradcy.

P: Tak, to możliwe. Pewnie zauważył, że przy sporym spożyciu białka takie niekorzystne objawy się pojawiają bądź nasilają. Fizjologia żywienia takie objawy, jak: złe samopoczucie, częste bóle głowy, zła cera, ciągłe uczucie niewyspania, "chandra" po obudzeniu opisuje właśnie jako przekwaszenie. Z tematem zakwaszenia wiąże się inna sprawa, na którą dotychczas w ogóle się nie zwracało uwagi w żywieniu optymalnym. Jest nią równowaga kwasowo-zasadowa. Powołam się na dr. Jackson`a, który stawiał ją na pierwszym miejscu. Ale zanim omówię tę sprawę, chciałem coś powiedzieć o wegetarianach.

Zastanawia mnie, że właśnie wegetarianie najczęściej mają znakomite samopoczucie. Twierdzą niektórzy, że słowo "jarosz" pochodzi od słowa "jary" - czyli rześki. Ich zdrowie niekoniecznie będzie kwitnące, lecz mają dobre samopoczucie. Proszę zwrócić uwagę na samopoczucie ministra Kołodki. Biegał w maratonach, biegał po schodach; jak mówił, że będzie 5% wzrostu, to było raczej 0,5% - czyli optymista.

Przez jakiś czas prowadziłem w Łodzi w radiu tzw. "rozmowy nocą". Siedziałem przed mikrofonem do godziny 4 rano i dzwonili do mnie różni ludzie. Bardzo często dzwonili wegetarianie, którzy mówili: - "my się z panem nie zgadzamy. Ja się czuję świetnie. Ja sobie właśnie teraz coś pichcę". Ja mówię: - wie pan, jeśli pan pichci o 3 w nocy, to pożywienie wpływa na pana nienajlepiej, przynajmniej na centralny układ nerwowy. Ale był to człowiek pobudzony - radosny.

Wydaje mi się, że to właśnie ich jarska dieta pobudza układ wegetatywny. Ci ludzie są cały czas jak na rauszu. Zastanawiałem się, czy nie można by pogodzić tamtej diety z naszą. Doktor Jackson twierdzi, że złe samopoczucie następuje od pokarmów zakwaszających. I dlatego wykluczył w swojej diecie mięso, ryby, jajka i chleb, które działają zakwaszająco. Twierdził, że jeśli budzimy się rano ze złym samopoczuciem, jeśli ciągle jesteśmy niewyspani, życie od rana wydaje się nam dość ponure, jeśli miewamy nieokreślone bóle głowy, czasem jakieś skłonności do apatii, do neurastenii, to jest to dowód przekwaszenia organizmu. On uważał, że wtedy organizm musi się szybko zalkalizować. Stosował dwa dni dietę mleczno-owocową i wracała mu energia jak ministrowi Kołodce, czuł się świetnie. Myślę, że to jest istotna sprawa. Wegetarianie, ci rześcy, być może są dlatego tacy, że mają w diecie przewagę produktów zasadowych. Krew ma pH 7,4 - jest lekko alkaliczna. Jeżeli jemy dużo mięsa i unikamy warzyw, istnieje szansa, że ciągle zaburzamy tę równowagę i "próbujemy" krew zakwasić. Krew ma bufory, które to amortyzują, ale jak jest w tkankach i poszczególnych komórkach - nie wiemy. Doktor Jackson twierdzi, że jeśli mamy złe samopoczucie, to oznacza, że w tkankach środowisko jest za mało zasadowe. To są hipotezy. Nauka odnosi się do tego "tak sobie". W "Podstawach Fizjologii Żywienia" A. Szczygła jest o tym mowa. Nie jest jednak powiedziane, czy jest tak na pewno, czy nie jest. Z pewnością nie należy jednak lekceważyć równowagi kwasowo-zasadowej; spożywanie potraw alkalizujących pomoże ją utrzymywać, może nam zapewniać dobre samopoczucie, oszczędzać niektóre procesy przemiany materii, rezerwy alkaliczne.

W przypadku zakwaszenia nerki oczywiście wydalają mocz, który jest kwaśny, ma pH około 5 lub mniej. Są w tym pewne zalety, ponieważ kwaśny mocz hamuje rozwój bakterii. Przy pH poniżej 5 bakterie praktycznie przestają się rozwijać. Ma to znaczenie przy pewnych chorobach, ale także w przetwórstwie. To właśnie dlatego kwasi się ogórki na zimę, by zahamować rozwój bakterii.

Teraz sprawa tabel z produktami zakwaszającymi i alkalizującymi. Jest ich tak dużo jak podręczników. Jedną z nich zamieścił w lipcowym "Optymalniku" doktor Krupka. Ja mam jeszcze inne tabele, ale uważam, że tego problemu nie należy traktować z nabożeństwem. Generalnie wszystkie warzywa i owoce alkalizują; mleko też częściowo. Zakwaszają jaja, mięso, ryby, kawior i biały chleb. Generalnie jest taka zasada, że jeśli ktoś zje 100 g mięsa, a liczba kwasowa mięsa wynosi 10, to gdy się zje 100 g marchewki lub buraczków, to one "zalkalizują" mięso i wyjdzie się na zero. Pomoże się w ten sposób organizmowi. Oczywiście trzeba patrzeć, ile się zjadło przy tym węglowodanów.

ŻJ: Na łamach prasy optymalnej można było przeczytać różne wypowiedzi na temat możliwości przedawkowania witaminy A. Jak by się Pan Doktor do tego odniósł? Czy możliwe jest przedawkowanie jakichkolwiek witamin na diecie optymalnej?

P: Przedawkowanie witaminy A jest możliwe jedynie przy jej podawaniu w formie syntetycznej - najczęściej domięśniowo. Nawet w doniesieniach o bólach głowy i stawów oraz obrzękach, jakie ujawniły się u osób spożywających wątrobę niedźwiedzia lub wieloryba, które są bogatym źródłem tej witaminy, nikt nie twierdził, że było to z przedawkowania witaminy A. Wątroby te zawierają oprócz witaminy A mnóstwo innych składników, których nie znamy.

Nie ma żadnych powodów, by bać się witamin pochodzenia naturalnego. Na diecie optymalnej nadmiar witamin nie może wystąpić. Obserwowane przez praktyków pracujących z pacjentami objawy prawdopodobnie są również objawami "przekwaszenia".

ŻJ: Cytaty z podręcznika "Biochemia Harpera" dotyczące tłuszczu stały się dla optymalnych niepodważalnymi argumentami w dyskusjach uzasadniających sensowność stosowania diety wysokotłuszczowej. Na ten sam podręcznik powołują się w dyskusjach także zwolennicy wegetarianizmu. Czy nie ma w tym sprzeczności i czy z "Biochemii Harpera", jak również z innych podręczników tego przedmiotu, można wyciągnąć wnioski co do zasadności stosowania "Złotej Proporcji" doktora Kwaśniewskiego?

P: To jest bardzo dobre pytanie! Harper, a właściwie autorzy poszczególnych rozdziałów, wcale nie są zwolennikami jedzenia tłuszczu. To optymalni wybierają odpowiednie fragmenty z "Harpera", co może sprawiać wrażenie, że Harper jest zwolennikiem żywienia optymalnego. On wyznaje współczesną, oficjalną teorię żywienia. Natomiast bez wątpienia, jeśli analizuje się czyste fakty (bez komentarzy), to przemawiają one za stosowaniem Żywienia Optymalnego. Z "Harpera" można wyciągnąć wnioski, że zarówno dieta wysokotłuszczowa, jak i dieta niskotłuszczowa może być dobra, natomiast najgorsza jest dieta mieszana. Sam Harper, a właściwie autorzy rozdziałów, nie wypowiadają się na ten temat, a jeżeli już, to przedstawiają stanowisko Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), strasząc tłuszczem, wbrew faktom, które sami w książce podają. Nie można powiedzieć, że podręczniki biochemii same podsuwają tezę, że Żywienie doktora Kwaśniewskiego jest optymalnym sposobem żywienia człowieka. Natomiast z faktów można taką teorię wysnuć i rzecz ważniejsza - nie można tego obalić, co próbowałem robić na zasadzie negacji jako Advocatus Diaboli.

ŻJ: Co widać po optymalnych i ich ilości. Trudno zahipnotyzować trwale i na raz tyle osób!

P: Tak. Widzimy ludzi wyleczonych z cukrzycy, choroby Buergera, jak znikają ludziom obrzęki. Oczywiście prądy selektywne też w tym pomagają, poprawiając odżywienie tkanek. W innym wypadku byłoby to niemożliwe. Znam wiele osób, które są pacjentami naszej Kliniki Diabetologicznej. Kierownik kliniki, pani profesor, bardzo dobry ofiarny lekarz, robi na pewno co tylko może, a tym ludziom stan się pogarsza. To samo z jaskrą w oczach. Wystarczy trochę prądów plus dobre żywienie i ludzie leczą się z jaskry. Mój kolega, który jest lekarzem oftalmologiem, był wstrząśnięty, kiedy przyszła do niego jego wieloletnia pacjentka po serii prądów selektywnych. Okazało się, że ciśnienie w gałce ocznej bardzo spadło. Oczywiście pacjentka stosowała także Dietę Optymalną, ale bez prądów, na samej diecie, przebiegałoby to dużo wolniej. Prądy od razu powodują przewagę układu parasympatycznego i obniżenie ciśnienia śródgałkowego. Dla mojego kolegi lekarza było to praktycznie niemożliwe. Ale to są fakty.

ŻJ: Mam wrażenie, że jeśli chodzi o naukowe rozpracowanie tematu, to w przypadku oddziaływań prądowych i elektromagnetycznych w żywych organizmach nauka znajduje się na poziomie bardzo początkowym. Na poziomie "kamienia łupanego", jeśli tak można się wyrazić. Jedyną chyba jak na razie próbą połączenia biologii i oddziaływań elektromagnetycznych jest teoria bioelektroniki ks. prof. Sedlaka, licząca sobie blisko 30 lat.

P: Tak, to prawda. Ze znanych mi naukowców tylko profesor Sedlak próbował coś z tym fantem zrobić. W biochemii znam świetnie przemiany w komórce, ale nie wiem, jak z tego powstaje myśl. I czy rzeczywiście nie ma czegoś w rodzaju duszy, czegoś co jest niematerialne. Być może mózg jest tylko komputerem, przy którym pracuje dusza.

ŻJ: Profesor Sedlak miał dużo genialnych pomysłów, ale jego teorie są trudne do sprawdzenia.

P: Każdy naukowiec może powiedzieć: - to jest piękne, porywające, ale ja tego nie potrafię sprawdzić. Profesor Sedlak i jego teorie były znane w naukowym świecie pod koniec lat 70 ubiegłego wieku, ale do dziś nikt nie jest w stanie przeprowadzić doświadczeń potwierdzających jego teorie ani wytłumaczyć, jak na organizm (i w organizmie) oddziałują różne pola elektromagnetyczne.

ŻJ: Czyli przez 30 lat od ogłoszenia założeń teorii bioelektronicznej prof. Sedlaka nie było doświadczeń sprawdzających tę teorię czy ją rozszerzających?

P: Nie, nie ma takich doświadczeń. Nie ma takich naukowców, którzy by ją obalili i takich, którzy by ją potwierdzili. Profesor Sedlak był człowiekiem uniwersalnym. Był dobrym chemikiem, fizykiem i matematykiem.

ŻJ: I dobrym biologiem!

P: Tak. Czytałem jego pracę habilitacyjną, która dotyczyła Gór Świętokrzyskich, gdzie badał kolejne warstwy i stwierdzał, że im niżej, tym więcej krzemu. Może życie kiedyś było krzemoorganiczne, gdyż w wyższych temperaturach białko by "nie wytrzymało"?

Do dziś zachowały się okrzemki, promienice, które mają pancerzyki krzemowe (z krzemionki). Teoria bioelektroniki jest teorią trudną do weryfikacji naukowej i doświadczalnej. A jak mówią fizycy teoretycy: - Wszystkie teorie są fałszywe! Różnią się tylko stopniem fałszywości. Tylko się przybliżamy do prawdy. Czy ją osiągniemy? Będziemy wtedy bogami!

ŻJ: Z oddziaływaniami elektromagnetycznymi w organizmie wiąże się także sprawa prądów selektywnych.

P: Doktora Kwaśniewskiego, który w sanatorium w Ciechocinku zajmował się fizjoterapią, zainteresowały artykuły z czasopism specjalistycznych na temat prądów pobudzających układ wegetatywny. Jak wiemy, dzieli się on na układ sympatyczny i parasympatyczny. Jeden zwęża naczynia krwionośne, drugi rozszerza. Każdy z nich pobudzany jest z określoną częstotliwością. Doktor naśladował te prądy, uzyskując pobudzenie określonego układu. Dla mnie najbardziej zadziwiające było to, że ich działanie było długotrwałe. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Profesor Sedlak tłumaczył to "wmrożeniem" pola magnetycznego, ale oprócz niego nie spotkałem innych wyjaśnień. Doktor Kwaśniewski drogą praktycznego sprawdzenia wybrał właściwe częstotliwości prądów tak, aby wywoływały określone skutki. Na przykład prądy parasympatyczne poprawiają ukrwienie, czyli poprawiają odżywianie, stymulując regenerację. I o dziwo, jest to skuteczne i długotrwałe.

ŻJ: O prądach selektywnych mówi się w samych superlatywach, ale czy zbytnio się nimi nie szafuje? Czy w pewnych warunkach nie mogą stać się szkodliwe?

P: W przypadku chorób serca, moim zdaniem, trzeba zawsze uważać, bo istnieje problem "podkradania". Jeśli komuś zrobimy zabieg na nogi - rozszerzymy naczynia krwionośne, to możemy spowodować, że za mało krwi dopłynie do mięśnia sercowego, co może spowodować objawy choroby wieńcowej. Po prostu niedokrwienie mięśnia sercowego i bóle. Podobna sprawa może zdarzyć się u osób mających zaburzone krążenie mózgowe. Jeżeli rozszerzy się naczynia w nogach, zwłaszcza starszemu człowiekowi, to może u niego wystąpić taki spadek ciśnienia i niedokrwienie mózgu, że może to spowodować zapaść. Z prądami selektywnymi trzeba obchodzić się ostrożnie.

ŻJ: Ciężko mi to mówić, ale chciałbym jednak poruszyć ten temat. Mam wrażenie, że w umieszczanych w optymalnej prasie odpowiedziach lekarzy na listy czytelników bagatelizuje się kłopoty zdrowotne osób stosujących Żywienie Optymalne. Ci, którzy są bliżej takich problemów, uważają, że jest ich zbyt dużo, aby można było w każdym przypadku tłumaczyć to nieprzestrzeganiem proporcji czy nieumiejętnością stosowania diety.

P: Tak. Zauważyłem to. Mówi się w takich przypadkach, że to albo lamblie, albo złe proporcje - czegoś jedzą za mało albo za dużo. Te osoby bardzo często są osobami skrupulatnie przestrzegającymi zasad diety, a mimo to dieta im "nie wychodzi".

Doktor Lutz w swojej książce "Życie bez pieczywa" twierdzi (a ma w tym względzie długą praktykę, bo od lat 50-tych), że u niektórych pacjentów, nawet w przypadku prawidłowego żywienia, zmiany chorobowe się nie cofają. Doktor Kwaśniewski zakłada, że powinny się cofnąć. Niestety, u niektórych pacjentów zmiany mogą być tak nieodwracalne, np. gdzieś w tkankach zawierających kolagen, takich które mają mały "obrót" metaboliczny, są słabo ukrwione, trudno rozpuszczalne, że musimy przyjąć, iż dieta w takim przypadku będzie nieskuteczna, choć nie sądzę, że można znaleźć lepszą. Trudno o lepszą dietę niż Dieta Optymalna! Natomiast możemy i powinniśmy dostosowywać ją do indywidualnych potrzeb, i to jest zadanie praktyków.

ŻJ: Niektóre osoby, także te będące na Diecie Optymalnej, mają swoje preferencje żywieniowe. Niektóre produkty, można powiedzieć, bardziej im służą, a na niektóre nie chcą spojrzeć. Najczęściej objawia się to u nich tzw. "grzeszeniem". Jak Pan Doktor ustosunkowałby się do tego zjawiska?

P: Myślę, że po pewnym okresie żywienia się optymalnie powinno się brać pod uwagę preferencje żywieniowe. Jeśli organizm takiego człowieka jest już zdrowy, to powinien wybierać to, co jemu właśnie służy. Na początku lubimy to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Jeśli jednak żywimy się dłuższy czas optymalnie, to organizm sam wie, czy chce na przykład wątróbki, czy nie. Każdy organizm ma w danym momencie różne zasoby, w związku z tym dobiera sobie inne pokarmy.

ŻJ: Chciałbym poruszyć sprawę ilości tłuszczu w Diecie Optymalnej. Niektóre osoby zjadające duże ilości tłuszczu zaczynają odczuwać objawy typowe dla choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy. Obiegowa opinia krążąca wśród optymalnych głosi, że tłuszczu nie da się przedawkować, bo organizm zareaguje zmuszeniem takiego delikwenta do szybkiego odwiedzenia toalety. Z mojej praktyki, a bardziej nawet mojej żony prowadzącej Arkadię CDN w Krakowie wiem, że nie jest tak do końca. U niektórych osób mimo dużych ilości zjedzonego tłuszczu nie ma rozwolnienia, a nawet można powiedzieć, że jest wręcz przeciwnie. Charakterystyczne w ich przypadku jest to, że ich kał jest jasny i lekki (pływa), co świadczy o dużej zawartości tłuszczu w kale, a także o być może słabym wydzielaniu żółci przez wątrobę. Nurtuje mnie w związku z tym pytanie, czy nie może to powodować zalegania nie strawionego i nie wchłoniętego tłuszczu na ścianach jelit, zwłaszcza wobec małych ilości celulozy (błonnika) w pożywieniu optymalnych?

P: Myślę, że jest mała szansa zalegania tłuszczu, dlatego że tłuszcz zawsze pobudza wydzielanie żółci, a żółć działa drażniąco na ściany jelit i powoduje zwiększone wydalanie. Na przykład żółtka wyjątkowo pobudzają wydzielanie żółci. Przyczyną najprawdopodobniej jest cholina, a być może i inne substancje. Trzeba sobie uświadomić, że wszystko w nadmiarze jest szkodliwe, tłuszcz też. Pogląd, że tłuszczu nie da się przedawkować, myślę wziął się stąd, że tłuszcz syci, a w związku z tym zaspokojenie łaknienia ogranicza jego spożycie. Natomiast zdarzają się optymalni, którzy sugerując się wyliczonymi z proporcji ilościami, zjadają go za dużo, nie zważając na smak i przesyt. To kora mózgowa powoduje, że jemy coś, co nie służy naszemu organizmowi. Zaćmiła nam ona nasze naturalne łaknienie. Gdybyśmy kierowali się instynktem (nie wypaczonym), to wielu rzeczy byśmy po prostu nie zjedli. Jeśli optymalnemu coś nie smakuje, lub ma już dość, to znaczy, że powinien skończyć jeść!

ŻJ: Wspominał Pan Doktor już wcześniej o substancjach niezbędnych w żywieniu. Chciałem wrócić do tematu i zapytać, jaki jest stosunek Pana Doktora do stosowania suplementów. Jest to temat wzbudzający kontrowersje wśród optymalnych. Od siebie dodam, że żywność mamy niewątpliwie coraz gorszą i coraz bardziej wyrafinowaną.

P: Dlatego nie sądzę, że stosując nawet nasze doskonałe proporcje, będziemy pewni, że zaspokoimy nasze zapotrzebowanie na poszczególne składniki. Cywilizacja, chemia, wyjałowienie gleb. Uważam, że suplementy mogą być potrzebne, ale trzeba je umiejętnie stosować, obserwować, czy nie ma objawów awitaminoz, czy braku jakichś mikroelementów. Doktor Krupka pisał, że miał pacjenta, u którego wystąpił szkorbut, choć faktem jest, że optymalni powinni mieć obniżone zapotrzebowanie na witaminę C. Czytałem prace z końca lat 70-tych, z których wynikało, że im więcej tłuszczu w pożywieniu, tym mniejsze zapotrzebowanie na witaminę C. Mamy na pewno niższe zapotrzebowanie na szereg składników, ale przy takim pożywieniu jakie jest, mogą wystąpić niedobory; i nie będzie nic w tym złego, jeśli dodamy część witamin czy soli mineralnych. To nieprawda, że one nie są wchłaniane, jest tylko sprawa możliwego przedawkowania. Jeśli pan brałby dzisiaj potężne ilości witaminy C i później nagle przerwał, to w organizmie przyzwyczajonym do walki z jej nadmiarem mogłoby to spowodować hipowitaminozę, a nawet szkorbut, przez to, że organizm przyzwyczaił się do niszczenia jej nadmiarów. Wspominałem wcześniej o jodzie. W różnych miejscach Polski występują 80 krotne różnice w zawartości jodu. Podobnie może być z innymi składnikami. Nie badamy tego. Tabele podają średnie wyniki. Tu też chciałbym dodać, żeby ortodoksyjnie nie stosować tabel. Jeśli w tabeli jest napisane, że np. w truskawkach jest 20 mg jakiegoś składnika, to może się zdarzyć, że będzie 5 mg albo i 120 mg, w zależności od gleby, miejsca, środowiska, gatunku truskawek itp. Nie należy do tabel podchodzić jak do Biblii. Nie dzielmy włosa na czworo - kierujmy się smakiem.

ŻJ: Wzrasta ilość zachorowań na raka. Niedawno w telewizji podano informację, że w ciągu ostatnich 3 lat dwukrotnie wzrosła zachorowalność na raka jelita grubego.

P: Ilość zachorowań na raka wzrosła i będzie wzrastać nadal. Przyczyny? Pożywienie i chemia. Niestety, każdy z nas może zachorować. Ja raka też się boję. Optymalni są tylko odporniejsi, ale nie są "nietykalni". Moja koleżanka z pracy zajmująca się toksykologią przeprowadzała doświadczenia na szczurach, mające sprawdzić ich odporność na środki ochrony roślin, w powiązaniu z dietą. Z przeprowadzonych badań wynikało, że szczury karmione dietą wysokobiałkową były odporniejsze od szczurów karmionych dietą niskobiałkową. Odpowiednia dieta zwiększa odporność, ale tylko do pewnych granic. Ja już kiedyś dosadnie się wyraziłem, że jeśliby optymalnego wrzucić do pieca hutniczego, to też by się spalił, mimo zwiększonej odporności na czynniki środowiska.

ŻJ: Powstające głównie w mięśniach i wątrobie ATP ma krótki okres trwania i obsługuje raczej procesy wymiany energii wewnątrz komórki. Dr Kwaśniewski twierdzi, że u optymalnych mózg pracuje, wykorzystując przede wszystkim ATP. Czy są jakieś badawcze dowody na to, że ATP drogą przenikania do krwi może zasilać mózg?

P: Prawie na pewno nie ma. Zresztą, Dr Kwaśniewski ma na myśli to, że ATP może przechodzić w inny związek wysokoenergetyczny. Starałem się ten związek odnaleźć. Na liście "podejrzanych" jest ich kilkanaście. Mają one na jednostkę masy najwięcej energii, a ich ilość we krwi nie jest zbyt wysoka, stąd mogły zostać przez naukę niezauważone. ATP może przejść teoretycznie np. w fosfokreatynę, która jest nośnikiem o dłuższym okresie półtrwania, wystarczającym, by mogła drogą krwi zostać przekazana do mózgu. Doktor Kwaśniewski zatem myślał raczej o związkach wysokoenergetycznych, na które ATP przekazuje swoją energię. Oficjalna biochemia jednak nic nie mówi na temat ich ewentualnego dowozu do mózgu.

ŻJ: A czy mózg u Optymalnych potrzebuje glukozy? A jeśli tak, to ile?

P: Niestety, nie mamy w tej materii żadnych badań. Normalny mózg potrzebuje około 120 g glukozy. U optymalnych być może potrzebuje mniej - tak jak po okresie głodówki. Gdy ktoś głoduje, to po 10-15 dniach zużywa już tylko około 50 g glukozy - reszta to są ciała ketonowe. Czy to jest stan normalny - to już inna sprawa. Nadal zakładamy, że tej glukozy może być powyżej 100 g organizmowi potrzebne. Z tego część może pochodzić ze zjedzonego cukru, część z białka, a część z glicerolu. Nie wiemy naprawdę, jaki jest metabolizm ludzi optymalnych. Znamy jedynie badania ludzi tzw. normalnych, czyli tych, którzy nie byli na diecie optymalnej. Liczę na to, że w sierpniu będę miał trochę czasu i będę jeszcze nad tym pracował, w oparciu o dostępne piśmiennictwo.

ŻJ: Wiem, że zna Pan miesięcznik Optymalnik. Będąc ciekaw Pańskiej opinii na jego temat, chciałbym najpierw przytoczyć oceny, które są jedynymi martwiącymi mnie, iż poprzez publikację różnych spostrzeżeń i nowinek, część konserwatywnych Czytelników odbiera Optymalnika niedobrze, uważając takie dyskusje za sprzeczne z tym, co napisał i powiedział doktor Kwaśniewski. Jak by Pan te publikacje i samo pismo ocenił?

P: Optymalnik bardzo mi się podoba. Jest pismem dobrym i interesującym, i nie jestem tu komplemencistą - mówię szczerze, tak jak uważam. Takie ciekawostki są zawsze próbą znalezienia odpowiedzi na niektóre pytania: dlaczego są osoby, którym to żywienie nie pomaga lub dlaczego niektórzy mają nienajlepsze samopoczucie psychiczne, mimo prawidłowego stosowania diety. Żywienie optymalne jeszcze się nie skończyło. Bez wątpienia to, co "wymyślił" doktor Kwaśniewski, jest znakomite, lecz do dopracowania pozostają zawsze jakieś szczegóły. Dobrze, że Optymalnik różne takie sprawy omawia i że są takie wywiady, jak choćby z doktorem Krupką. On, podobnie jak ja, podkreśla, że szuka wyjaśnienia różnic pomiędzy ludźmi w reakcji na żywienie optymalne. Jednym z tych sposobów był podział na grupy krwi - sądzę zresztą, że dość toporny i niewłaściwy. Należy pamiętać, że żadna wiedza nie jest skończona. Żadna. Gdy już wszystko poznamy, to będziemy wówczas bogami.

Gdy się stworzy teorię, to się bardzo chce, by była ona prosta i łatwa. Ja to rozumiem. Postęp jednak zawsze idzie w nauce poprzez te fakty, które się z teorią nie zgadzają. Niech zatem miesięcznik ten zamieszcza sporo takich rzeczy kontrowersyjnych, bo z tego ma być postęp. Jeśli by się tak nie działo, to byśmy spoczęli na laurach.

ŻJ: Dziękuję serdecznie w imieniu Czytelników "Optymalnika" za poświęcony czas!